Aktualności

Widmo deregulacji krąży po Europie...
8 października 2013, wtorek
Udostępnij

W imieniu Wiceprezesa SARP, arch. Pawła Kobylańskiego publikujemy informacje, dotyczące ostatnich spotkań i działań ACE w Brukseli.

W dniach 18 i 19 września przebywałem w Brukseli gdzie wziąłem udział najpierw w połączonym posiedzeniu grup roboczych ACE 'Scope of Work' oraz 'Liability and Insurance' oraz następnie, w spotkaniu koordynacyjnym Obszaru Tematycznego II 'Practice of the Profession'.

Podczas pierwszej części połączonego posiedzenia Grup Roboczych znaczną część czasu zajęło omówienie sytuacji w niemieckiej izbie architektów (BAK), która aktualnie jako jedyna w Unii Europejskiej zdołała obronić, ba, nawet znowelizować (!) swój regulamin honorariów architektów i inżynierów budownictwa, HOAI. Właśnie świeżo rozesłane do wszystkich czynnych niemieckich architektów nowe wydanie HOAI przewiduje ok. dwudziestoprocentowy (sic!) wzrost wynagrodzeń projektantów w stosunku do kosztów budowy inwestycji w porównaniu z dokumentem poprzednim. Antycypując niejako przewidywane na najbliższe lata przesunięcie akcentów na rynku zamówień prac projektowych z obiektów nowych na przekształcenia budynków istniejących, wprowadzono dla nich współczynnik za utrudnienia: 2,0. Prezentując to niewątpliwe osiągnięcie, Thomas Meilbaum, jak zwykle niezwykle powściągliwy i ostrożny w słowach, przybliżył nam nieco kulisy 'kuchni socjotechnicznej' zastosowanej przez BAK wobec przesiąknietej (jak wiadomo) duchem liberalizmu Komisji Europejskiej.

Komisja zażądała, co zrozumiałe, uzasadnienia dla utrzymania cen minimalnych usług projektowych. W odpowiedzi, BAK przygotowała pogłębione studium sytuacji na rynku oraz jej dłufgofalowych skutków, opracowane wspólnie z Federalnym Ministerstwem Gospodarki i Technologii RFN, na przełomie lutego i marca b.r. Komisja dokonała 'publicznego wysłuchania' i przeprowadziła dyskusję. Niemcy, broniąc idei 'uporządkowanego rynku' podnosili, iż zwłaszcza obecnie, w dobie kryzysu gospodarczego, kiedy to znaczna część architektów nie znajduje zleceń, niebezpieczne jest niekontrolowane uwalnianie cen, gdyż musi to nieuchronnie doprowadzić (skądś to przecież znamy..!) do bezpardonowej wojny cenowej i dumpingu, co z kolei źle rzutuje na jakość projektów budowlanych, ergo, również samego budownictwa, a tego sobie Rząd Federalny bynajmniej nie życzy!

Poza przedstawicielem RFN, w osobie Doktora Karl-Theodor Freiherr zu Guttenberg, młodego (1971) polityka CDU/CSU, który od lutego 2009 sprawuje funkcję Ministra Gospodarki i Technologii w rządzie Angeli Merkel i który murem stanął wraz z BAK wobec Komisji, jeszcze tylko jeden kraj (o dziwo liberalna z natury Holandia!) poparł ideę regulacji cen za usługi projektowe. Ostatecznie uzyskano interpretację, że cennik HOAI nie ma charakteru dyrektywnego, a tylko informacyjny i merytoryczny, niemniej JEST i co ważniejsze, jest powszechnie w RFN uznany. Jeszcze przed końcem tego roku KE ma jeszcze powrócić do tej sprawy i nie wiadomo czy nowego HOAI nie oprotestuje, należy więc trzymać mocno kciuki za sukces Kolegów zza Odry i Nysy, gdyż może on okazać się papierkiem lakmusowym postawy KE wobec tego problemu w skali całej Zjednoczonej Europy. Thomas Meilbaum wyraził obawę, że w przypadku wyborczego zwycięstwa innej (czytaj: bardziej liberalnej) orientacji politycznej w wyborach do Bundestagu polityka poparcia Ministerstwa dla BAK może ulec radykalnej zmianie .

Z pozostałych, reprezentowanych na wspólnym posiedzeniu Grup Roboczych krajów, Rumunia stara się również doprowadzić do powstania podobnego regulaminu, na razie opracowano nowy, uszczegółowiony opis usług architekta jako standardy profesjonalne i obecnie prowadzone są analizy pracochłonności w odniesieniu do poszczególnych składników tych usług, podobnie, jak na to miejsce w Austrii. Tak wiec, na razie rumuńska izba architektów posiada już wewnętrznie zatwierdzone standardy, ale nie są one (jak na razie) jeszcze związane z ceną. Podobna sytuacja ma miejsce w Portugalii, gdzie opracowano standardy zawodowe, choć nadal nikt nie rozmawia jeszcze o cenach, jakkolwiek miejscowi architekci mają nadzieję dojść i do tego...

Zabierając głos Philip Ridgway, dotychczasowy przewodniczący Grupy Roboczej 'Scope of Work' poprosił Johannesa Schmidta z Austrii o przedstawienie wyników badania zakresu zaangażowania architekta w prace projektowe w różnych krajach europejskich w odniesieniu do trzech przykładowych projektów: domu jednorodzinnego, niewielkiego zespołu mieszkaniowego i osiedlowej szkoły. Wbrew temu, czego można byłoby się obwiać z uwagi na znaczną odmienność kulturową i klimatyczną różnych zakątków Europy, zakres pracy architekta we wszystkich analizowanych krajach okazał się zaskakująco podobny. Zawsze z reguły występuje faza przedprojektowa, w postaci studium programowego i przestrzennego (urbanistycznego) i koncepcji architektonicznej, po których to dopiero następuje właściwa faza projektowa. Różnice odnoszą się więc nie tyle do usług podstawowych architekta, co do wszelkich działań dodatkowych, niejako wokół 'czystego' projektowania. Tutaj dopiero wyraźnie zaznaczają się różnice kulturowe w zakresie oczekiwań rynku i przyjętych standardów. Dotyczy to zagadnień takich, jak kosztorysowanie, ocena energetyczna, bezpieczeństwo i ochrona środowiska, na których to polach architekci ?walczą o lepsze? z inżynierami.

Padło słuszne stwierdzenie, że aby móc lepiej na tych polach konkurować, architekci powinni być lepiej nauczani w uczelniach akademickich i lepiej szkoleni w ramach programów nauczania ustawicznego. Najwięcej emocji wzbudza jednak kwestia uregulowania cen minimalnych za usługi architekta. W opinii w zasadzie wszystkich obecnych, jedyna droga do ewentualnego uporządkowania rynku usług transgranicznych prowadzi poprzez uregulowanie i zharmonizowanie standardów zawodowych, przynajmniej w zakresie usług podstawowych i odpowiedzialności zawodowej. Na razie obserwowalna tendencja jest taka, że w niektórych krajach, zwłaszcza na południu kontynentu udział architekta, bardzo znaczący na etapie koncepcji, systematycznie maleje w kolejnych fazach opracowania projektu, podejmowanych coraz częściej przez inżynierów działających na rzecz inwestorów lub wręcz wykonawców w ramach dość powszechnie ostatnio lansowanego scenariusza 'Design and Build'. Zauważono również, że w powszechnie praktykowanych modelach wyceny pracy architekta proporcje pomiędzy projektowaniem i nadzorem autorskim są często naruszane, na niekorzyść tego drugiego. Zazwyczaj wycena za ten zakres usług nie przekracza 10% kontraktu architekta, podczas gdy nakład czasu pracy sięga 40% a nawet i 50%. Zebrani zgodzili się z przedstawionym przeze mnie wnioskiem, że tak jak w przypadku mniejszych i średnich, w miarę typowych projektów jest możliwa standaryzacja, duże i skomplikowane zadania projektowe są na tyle nieprzewidywalne, że musza być traktowane i rozpatrywane indywidualnie.

Philip Ridgway, który do tej pory, przez 7 lat nieprzerwanie pełnił funkcję przewodniczącego Grupy Roboczej 'Scope o Work' złożył swoją rezygnację, postulując jednocześnie połączenie dotychczasowych dwóch Grup Roboczych (drugą jest Liabilty&Insurance) w jedną. Nowa połączona grupa powinna zajmować się proporcjonalnie zakresem świadczeń architekta, standardami umów, wynagrodzeniami i co się z tym nierozerwalnie wiąże, ubezpieczeniami odpowiedzialności cywilnej od skutków błędów zawodowych. Jednocześnie Philip zaproponował, abym z uwagi na przeniesienie obecnie akcentów na odpowiedzialność zawodową architekta i jej ochronę objął przewodnictwo połączonych Grup Roboczych. Kładąc w odpowiedzi na to na stole symboliczną kartkę papieru oświadczyłem, że wobec obecnej (miejmy nadzieję chwilowej) sytuacji mojego kraju jestem zmuszony złożyć honorowo rezygnację z przewodniczenia Grupie Roboczej (L&I) przynajmniej do czasu decyzji Executive Board co do propozycji SARP pozostania w Grupach Roboczych (tak czy owak na własny koszt) na czas nieobecności w ACE. Niemniej, w przypadku pozytywnej decyzji Zarządu ACE, nie będę się uchylać od tego obowiązku, mając na uwadze jak ważna i zarazem delikatna to kwestia.

W drugiej części spotkania (której prowadzenie na prośbę Philipa Ridgway'a przejąłem) zostały omówione i przedyskutowane główne punkty programu harmonizacji standardów ubezpieczeniowych w Europie, który przedstawiłem po ostatnim Walnym Zgromadzeniu w Leuven.

W dalszej części omówiono problematykę umowy standardowej z konkluzją, że należy dążyć do wypracowania co najmniej kilku spójnych wzajemnie wzorów, dla różnych wielkości projektów. Johannes Schmidt stwierdził, że jednym z głównych zadań połączonych Grup Roboczych powinno być zdefiniowanie tego, co architekt może zaoferować i czego go należy w związku z tym nauczyć, gdyż z tym nauczaniem najlepiej nie jest. Uczelnie ?produkują? absolwentów w oparciu o tradycyjne programy studiów, które w coraz mniejszym stopniu odzwierciedlają potrzeby globalnego rynku.
W spotkaniu udział wzięli (w roli obserwatorów) przedstawiciele towarzystw ubezpieczeń wzajemnych ('Mutual') z Belgii i Niemiec. W Belgii progi ochrony ubezpieczeniowej (sum gwarancyjnych) wynoszą dla strat materialnych 500,000 Euro a dla szkód osobowych 625,000 Euro. Ponieważ dotychczas odpowiedzialność za wszelkie uchybienia spoczywała na barkach architekta przez 10 lat wprowadzono możliwość wykupienia przez architektów odchodzących na emeryturę polisy zwalniającej od wszelkiej dalszej odpowiedzialności. Jej koszt to trzykrotność składki rocznej. Ubezpieczyciele wypłacają w Belgii odszkodowania nawet w przypadkach, gdy architekt nie posiadał ważnej polisy. Towarzystwa pokrywają takie nadzwyczajne wydatki z funduszy obrotowych, gdyż nic w rodzaju naszego funduszu gwarancyjnego tam nie istnieje (!).

Omawiano tez racjonalną wysokość sumy gwarancyjnej w odniesieniu do wartości inwestycji. W Niemczech ta relacja to obecnie zazwyczaj jak 1 do 4, czyli wymagana suma gwarancyjna to ok. 25% kosztów inwestycji. Kolejnym zagadnieniem była kwestia odpowiedzialności zawodowej konsultantów, np. rzeczoznawców ppoż. W Republice Federalnej są oni z reguły również inżynierami i jako tacy mają obowiązek przynależności do Izby a więc również są objęci obowiązkowym ubezpieczeniem.

Reprezentujący francuskie 'Mutual' Jean Claude Laisine, jedna z najbardziej zaangażowanych w projekt reformy ubezpieczeń osób w składzie Grupy Roboczej, przedstawił cztery, jego zdaniem, najważniejsze cele działania:

- ułatwić mobilność architektów i wspierać ich aktywność międzynarodową,
- ułatwić mechanizmy weryfikacji ich kwalifikacji w relacjach transgranicznych,
- stworzyć środowiskowe standardy umowne: architekt-klient-wykonawca,
- tworzyć fundusze gwarancyjne;

Obecnie mobilność architektów jest, pomimo politycznych deklaracji, w praktyce znacznie ograniczona i każdorazowo wymaga uczestnictwa w projekcie architekta lokalnego. Należy dążyć do powstania 'paszportu' (karty) europejskiego architekta, w powiązaniu ze zmodyfikowanym systemem ochrony ubezpieczeniowej. Zwłaszcza, wobec tendencji zastępowania architekta wykonawcą i rozmywaniem się odpowiedzialności. Każdy uczestnik procesu inwestycyjnego musi posiadać polisę ubezpieczeniowa w zakresie generowanych przez siebie ryzyk (a nie jak dotąd, jedynie architekt). W procesie inwestycyjnym nie może być 'świętych krów' podejmujących ważkie decyzje i jednocześnie zwolnionych z wszelkiej odpowiedzialności, a zasada solidarnej odpowiedzialności (in solidum) musi zostać uchylona wszędzie tam, gdzie jeszcze obowiązuje.
Kolejne głosy:

W Rumunii brak nadal na rynku specjalistycznych produktów ubezpieczeniowych 'uszytych' na miarę potrzeb architekta.
We Francji 80% szkód wynika z niefachowego rozpoznania warunków gruntowych.
W podsumowaniu, Johannes Schmidt zasadniczo potwierdził stawiane przeze mnie założenia reformy systemowej:

- Każdy uczestnik procesu budowlanego winien odpowiadać jedynie za własną pracę (lub koordynację prac, jeśli przyjmie na siebie taki obowiązek).
- Każdy z uczestników tego procesu musi mieć jednoznacznie potwierdzone kwalifikacje zawodowe (innymi słowy, wolniej z tą deregulacją!).
- Ogólna suma gwarancyjna musi zostać rozdzielona na różnych uczestników procesu w proporcji do generowanych ryzyk i koszty ubezpieczenia musza zostać wkalkulowane w budżet inwestycji.

Artykuł 15 dyrektywy SIM o swobodnym przepływie usług transgranicznych a zwłaszcza jego podpunkt 2/g, powoduje problemy już od 2006 roku. Dodatkowo jego wprowadzenie zbiegło się z kryzysem ekonomicznym. W myśl tego artykułu jakakolwiek regulacja cen jest nieuprawniona. Dotyczy to kilku zawodów regulowanych, także ekonomicznych i prawniczych. Widmo deregulacji straszy po Europie...

Następnego dnia wziąłem udział w posiedzeniu Obszaru Tematycznego 2 (Practice of the Profession) do którego należą Grupy Robocze stanowiące przedmiot naszego zainteresowania, czyli wspomniane wyżej połączone 'Scope of Work' oraz 'Liability and Insurance' (polaczenie usankcjonuje i nową nazwę WG ustali najpewniej najbliższe Walne Zgromadzenie ACE planowane na grudzień w Szwajcarii) jak również WG 'Architectural Design Contests'. Spotkanie zostało w dużym stopniu zdominowane przez problematykę omawianą już wcześniej na spotkaniu Grup Roboczych.

Pierre Henri Schmutz ze Szwajcarii, aktualnie Koordynator Drugiego Obszaru Tematycznego, poddał w wątpliwość skuteczność prób harmonizacji prawa europejskiego w stopniu umożliwiającym postulowana przez nasza grupę Roboczą reformę systemu ubezpieczeń oc. Architektów.

Nie zgodził się z nim Thomas Meilbaum (BAK), który stwierdził, że harmonizacja zawodu architekta w EU jest już blisko, a jedyne trzy bariery to języki, prawo cywilne i zakresy świadczeń. I tak jak pierwsza i trzecia bariera traci stopniowo na znaczeniu, problemem pozostaje odmienna koncepcja odpowiedzialności cywilnej w różnych europejskich systemach prawa. Jednak przykład USA, gdzie zniwelowano większość różnic międzystanowych wskazuje, ze harmonizacja prawa jest możliwa i w perspektywie długofalowej potrafi być bardzo pożyteczna. Dyrektywa SIM jest kamieniem węgielnym europejskiej polityki budowania wspólnego rynku usług, ale nie rozwiązuje realnych barier. Prędzej czy później, Komisja Europejska będzie musiała zmierzyć się z tym problemem i doprowadzić do zmiany prawa. Innej drogi nie ma! A wtedy ACE powinno być na to gotowe i przedstawić koncepcje spójnego systemu odpowiedzialności oraz ubezpieczeń.

Na razie izby zawodowe w różnych krajach stają się przedmiotem rozmaitych ataków ze strony swoich liberalnych rządów, jak ostatnio w Turcji i Portugalii. Od ostatniego walnego Zgromadzenia widać ogromny postęp w zaangażowaniu ACE, wszystkie istotne dla naszego środowiska sprawy są prowadzone, kontrolowane i monitorowane. Pięć lat temu ACE trochę przespało czas konsultacji, kiedy tworzono Dyrektywę o Usługach (SIM) teraz tego błędu już powtórzyć nie wolno. W najbliższych latach najpewniej niewiele się wydarzy, z uwagi na kalendarz wyborczy do władz w Brukseli, ale potem..?

Paweł Kobylański

Komentarze

Lech Mackiewicz @ 2013-10-09 09:45:11

No, niedługo staropolskie "Dziady". Izba już się szykuje do nocnych czuwań... Wiecej w kolejnym komentarzu.

Komentarze mogą zamieszczać jedynie zalogowani użytkownicy.